Dominikana

Wycieczka na Dominikanę czyli:

– ¿Cuál es su nombre (Jak masz na imię?) – Un Dollar (Jeden dolar)

Orientacja w terenie.

Redominikana2publika Dominikany jest położona na wyspie na morzu karaibskim. A konkretnie od północnej strony oblewa ją ocean atlantycki a od południa morze karaibskie – czyli jeszcze Ameryka Północna. Republika Dominikany zajmuje 2/3 wyspy. Pozostałą część zajmuje Republika Haiti. To właśnie do tej wyspy dotarł Krzysztof Kolumb podczas swojej pierwszej wyprawy do “nowego świata”.

Czym płynie Dominikana?

No oczywiście Dominikana płynie ogromną ilością rumu, który należy obowiązkowo przywieźć do domu. Obok taniej marki jak Tremols, który głównie nadaje się do drinków alkoholowych (Cuba Libre, Santo Libre (ze Sprite’em)) trzeba spróbować lepszych jakościowo np. Barcelo,Brugal Extra Viejo (w charakterystycznej białej siatce). Mieszkańcy piją na potęgę, dzień bez rumu jest dniem straconym. Rum pozyskują z trzciny cukrowej, której pola spotyka się na każdym kroku. Ceny rumu kształtują się następująco 700 ml Brugal można wytargować za 10$, 350 ml rumu Barcelo za 8$.

Czym stoi Dominikana?

Dieta mieszkańca Dominikany jest bardzo uboga. Głównie żywią się ryżem, fasolą, ziemniakami, rybami i drobiem. Ciężko tu znaleźć wysublimowane smaki. Widać wpływy kuchni afrykańskiej i hiszpańskiej. Klasyczne potrawy to: la bandera Dominicana, sancocho, mofongo. Na ulicznych straganach można kupić empetadas (smażone w oleju pierożki z mięsnym nadzieniem) oraz duży wybór owoców: banany, ananasy, mango, avocado, maracuje no i oczywiście kokosy. Na Dominikanie można spotkać sprzedawców ze straganami specjalnie przystosowanymi do sprzedaży kokosów. Widok jest naprawdę niecodzienny. Na wyspie jest mnóstwo palm kokosowych. Niektóre źródła podają, że to dyktator Rafael Leónidas Trujillo sprowadził je po to, żeby oprzeć na nich gospodarkę kraju. Nie zmienia to faktu, że napicie się wody z kokosa oraz zjedzenie jego białego miąższu to pozycja obowiązkowa dla każdego turysty. Polecam w gorący dzień napić się wody kokosowej z lodem – działa lepiej niż izotoniki. Dla osób imprezowych serwowana jest też wersja “with vitamina” czyli z rumem.

Co poza tym?

Turystom zachwalane są magiczne moce napoju alkoholowego nazwanego Mama Juana – wierzą, że działa przede wszystkim na płodność, ale również jest lekarstwem na wszystkie inne zmartwienia. Jest to mieszanka suszonych dominikańskich roślin zanurzona w miodzie, winie i rumie. Sposobów przyrządzenia jest dokładnie tyle, ile jest butelek. W zależności czy chce się otrzymać słabszy, mocniejszy, słodszy czy bardziej gorzki trunek, takie się daje proporcje.Lokalny sprzedawca podał nam przepis 30 % miodu, 30 % wina, 40% rumu. Mama Juana jest sprzedawana na 2 sposoby. Po pierwsze jako gotowy do wypicia trunek w zalakowanych butelkach. Albo suszone porcje ziół w torebkach, które należy włożyć do butelki i zalać miodem, rumem i winem. Obie postaci mają jedną właściwość – po wypiciu można (a w zasadzie należy) ponownie je zalać. Tak konserwowane zioła mogą być zalewane nawet przez 10 lat. Jeśli chodzi o ceny to w 2016 roku za butelkę 700 ml na targu czy mieście można utargować za 10-15$. Na lotnisku w sklepie bezcłowym butelka 350 ml kosztuje 9$, a za butelkę 100 ml trzeba zapłacić 5$. Jeśli chcesz kupić sam susz to paczuszka kosztuje 3-6$.

Drugą wartą uwagi pamiątką z Dominikany są cygara. Na wyspie jest wiele manufaktur produkujących cygara i cygaretki. Fabryki są otwarte dla turystów. Można podejrzeć pracę rzemieślnika, który dziennie jest w stanie skręcić ponad 200 sztuk. Za symboliczną opłatą można samemu spróbować skręcić i wypalić cygaro. Można odwiedzić pomieszczenie do leżakowania cygar (tzw. klimatyzatornię). Oczywiście można na miejscu kupić wyroby. Ceny zależą od wieku cygara (1-roczne 6$, 3-letnie 8$), opakowania (można kupić w folii lub na elegancki prezent w cedrowym pudełku).

Na Dominikanie panuje bardzo duża bieda. Poza hotelowymi resortami, w których turyści żyją jak w złotych klatkach, większość społeczeństwa nie zarabia więcej niż 350 $ miesięcznie.Poznając Dominikanę nieturystyczną i będąc “gringo” jesteśmy narażeni na incydenty kradzieży biżuterii i portfeli. Trzeba szczególnie uważać w miejscach zatłoczonych jak przystanki, bazary, miejsca turystyczne. Jest prawie pewnym, że przy grupie “gringo” znajdzie się kilkoro żebrzących dzieci. Przewodnik z którym byliśmy (Krzysiek) prosił nas, żeby nie dawać im pod żadnym pozorem dolarów, bo niedługo na pytanie: “Jak się nazywasz?” będą odpowiadali “Jeden dolar.”. Faktycznie tak było dzieciaki wyciągają rękę i mówią “Un dollar.”. Zamiast pieniędzy można dać im słodycze.

Bieda powoduje, że mieszkańcy zaczynają patrzeć na turystów jak na portfel wypchany dolarami lub euro. W sklepach nie ma cen na produktach ponieważ sprzedawca sam ustala cenę na podstawie wyglądu kupującego. Łatwo się domyśleć, że gdy nie mówisz po hiszpańsku i zamiast płacić dominikańskimi pesos, płacisz dolarami to możesz się spodziewać ceny 2-3 krotnie wyższej niż wartość produktu. Dlatego zawsze warto się targować ze sprzedawcami. Należy ich przekonać, że zależy Ci na towarze, ale nie za każde pieniądze. Podczas całego pobytu byliśmy tylko w 2 miejscach, gdzie nie można negocjować ceny: supermarket w Santo Domingo i sklep na lotnisku. Przed wyjazdem warto nauczyć się trochę porozumiewać po hiszpańsku. Na pewno pomocna będzie znajomość liczebników.

Wycieczki.

Wyspa jest bardzo zróżnicowana, więc można przebierać w ofertach touroperatorów. Kupując w Polsce wakacje z TUI, wycieczki fakultatywne możesz wykupić u rezydenta wycieczki, ale ceny mają bardzo wysokie. Warto pomyśleć o alternatywie. Na Dominikanie swoje biuro Rico-Travel (http://rico-travel.com ) prowadzi Michał Pyszniak. Pasjonat, podróżnik, profesjonalista. To właśnie z jego biurem byliśmy na 3 wycieczkach i nie żałujemy żadnego wydanego na nich dolara. Każda wycieczka była z polskim przewodnikiem, program był wypełniony do ostatniej minuty. Wszystko było zorganizowane na światowym poziomie. Krzysiek, z którym jeździliśmy posiadał szczegółową wiedzę na temat każdego punktu programu. Nie pozwalał się nam nudzić ani przez chwilę.

Santo Domingo.

Wycieczka zaczęła się wcześnie ponieważ z Punta Cana do Santo Domingo jest 200 km. W trakcie podróży przewodnik Krzysiek opowiadał o historii wyspy od czasów Krzysztofa Kolumba do czasów teraźniejszych. Trzeba przyznać, że wyspa ma bardzo burzliwą historię. Rdzennymi mieszkańcami Hispanioli byli Indianie Taino. Zajmowali się głównie rolnictwem – uprawami manioku, tytoniu, bawełny. Po przeprowadzeniu kolonizacji przez Hiszpanów Tainowie stali się niewolnikami. Wielokrotnie na wyspie za ich sprawą wybuchały bunty. Zawsze jednak tak samo brutalnie i krwawo tłumione. W końcu cywilizacja Tainów na Hispanioli przestała istnieć. Obecni rdzenni mieszkańcy Dominikany to potomkowie niewolników afrykańskich. Inną niechlubną historią jest okres panowania dyktatora Rafaela Trujillo. Sprawował on swoją władzę poprzez brutalną formację policyjną SIM. Doskonale tuszował konflikty i problemy wewnętrzne kraju, a prowadził otwartą politykę zagraniczną. Takimi działaniami zdobywał uznanie w oczach innych przywódców. Był bezwzględny wobec opozycjonistów. Bardzo dużym echem odbiło się zlecone przez niego morderstwo sióstr Mirabal – aktywnych opozycjonistek pochodzących z wpływowej rodziny. Dziś wizerunek sióstr Mirabal widnieje na banknocie 200 peso. Polecam poświęcić chwilę, żeby poznać całą historię wyspy i jej mieszkańców. Szczególnie epizod z USA – wyjaśni się wtedy dlaczego na Dominikanie jest ich tak mało i są nielubiani.

Wracając do wycieczki… pierwszym interesującym punktem przy którym sie zatrzymaliśmy była Latarnia (morska) Kolumba (Faro a Colón). Monumentalny budynek na planie krzyża powstał na upamiętnienie 500-tnej rocznicy odkrycia “nowego świata”. Jest to zarazem kościół i muzeum, w którym znajdują się szczątki Krzysztofa Kolumba. Tak przynajmniej twierdzą Dominikańczycy. Nie podejmują jednak dokładnych badań DNA w obawie, że to nieprawda i niezwykła atrakcja Santo Domingo straci na popularności.

dominikana_santo_domingoZ latarni morskiej udaliśmy się już do właściwej części turystycznej Santo Domingo – dzielnicy Zona Colonial. Dzielnica jest przystosowana dla turystów. Jest czysto, dużo zabytków, kafejek, na każdym kroku widać policję i ochroniarzy. Zwiedzanie zaczęliśmy od Placu Hiszpańskiego przy którym stoi Alcázar de Colón – imponujący pałac Diego Kolumba – syna Krzysztofa. Pałac zbudowany z bloków koralowca z licznymi pokojami i otaczającymi go ogrodami. Rezydencja służyła jako miejsce planowania eskapad konkwistadorów. Nieopodal pałacu znajduje się Museo de las Casas Reales (Muzeum Domow Królewskich). Pałac został zbudowany na rozkaz hiszpańskiego króla Ferdynanda II w 1511 roku. W muzeum można oglądać wystawę związaną z historią wyspy. Eksponaty przedstawiające statki, którymi przypłynął Krzysztof Kolumb na Hispaniolę, interaktywną mapę podróży Kolumba, różne rodzaje broni, którymi posługiwano się podczas podboju nowego świata (również dalekowschodnie np. samurajskie miecze). Z muzeum kierujemy się najstarszą ulicą dzielnicy – ulicą Dam (Calle las Damas). Tą ulicą stąpała Maria de Toledo wraz ze szlachciankami przywiezionymi na Hispaniolę. Po prawej stronie zatrzymajmy się na chwilę przy Panteonie Narodowym (Panteón Nacional). Budowla w stylu rokoko pełniła w przeszłości funkcję składu tytoniu, teatru, miejsca spotkań liderów walk wyzwoleńczych. Ostatecznie na rozkaz Trujillo budynek przeprojektowano na mauzoleum, w którym spoczywają bohaterowie Republiki Dominikańskiej, wybitni mężowie stanu, wodzowie, prezydenci. W środku uwagę przyciąga prezent od generała Franco – miedziany żyrandol. Podobno, gdy spojrzy się na niego pod odpowiednim kątem, można dostrzec symbole swastyk – mnie się nie udało. Idąc dalej mijamy Plac Marii z Toledo, na którym w niedziele odbywa się pchli targ. W końcu docieramy do ulicy Calle Alfau przy której znajduje się wejście do XVI-sto wiecznego zamku Fortaleza Ozama.Zamek zaprojektowano w celu ochrony dostępu do portu Santo Domingo i obrony miasta. Do 1960 roku służył jako więzienie. Obecnie jest udostępniony zwiedzającym. Po wejściu na basztę rozpościera się widok na rzekę Ozamę oraz wejście do portu. Na wprost wyjścia z terenu baszty można przejść ulicą Alfau (Calle Alfau) – jest to ulica przy której znajduje się sławna, acz niechlubna dla Polaków Archidiecezja, gdzie mieszkał abp. Józef Wesołowski. Znany z głośnej w Polsce i na świecie pedofilskiej afery w kościele katolickim. Po przejściu ulicy Alfau docieramy do Katedry Najświętszej Maryi Panny od Wcielenia. Jej budowa rozpoczęła się w 1512 r. pod okiem biskupa García Padilla, w miejscu katedry stał wyłącznie prosty kościół. Biskup Padilla postanowił zbudować katedrę na przyjazd Alejandra Geraldiniho w 1519 r. W 1541 roku katedra została wyświęcona, a w 1546 r. papież Paweł III ustanowił ją „Katedrą Metropolitalną i pierwszą katedrą wszystkich rdzennych mieszkańców“.

Saona

dominikana_saonaKażde szanujące się biuro podróży na Dominikanie ma tą wycieczkę w ofercie. Większość pocztówkowych zdjęć z Dominikany jest właśnie z tej rajskiej wyspy. Jest to punkt obowiązkowy podczas pobytu. Wyspę odkrył Krzysztof Kolumb. Podczas opływania Hispanioli miał nadciągać sztorm. Jeden ze sterników Kolumba wypatrzył przesmyk, który uchronił statek od zatopienia. Przesmyk był właśnie miedzy Hispaniolą i Saoną. W drodze na wyspę zaliczyliśmy kąpiel w naturalnych basenach na morzu Karaibskim. Niesamowite wrażenie kąpieli na środku morza w odległości kilometra od brzegu, przy karaibskich rytmach, rumie oraz z rozgwiazdami (te ostatnie zazwyczaj tylko dla osób, które wykupiły sobie sesje z profesjonalnym fotografem). Następnie transfer szybką łodzią już do plaży docelowej. Niesamowite pierwsze wrażenie – rajsko. Dobre biura podróży (jak Rico-Travel) mają wykupione fragmenty plaży z barem i drinkami – tylko do ich dyspozycji. W cenę jest też wliczony obiad (grillowana langusta, kurczak, ryż, surówki). Na wyspie jest (niestety) niewystarczająco czasu wolnego. Niewystarczająco, bo człowiek chciałby spędzić tam cały urlop. Ale wystarczająco by zrobić długi spacer, wykąpać się i porobić zdjęcia. Polecamy spacer kawałek dalej od miejsca “zrzutu” turystów. 400 metrów brzegiem i można się poczuć jak na bezludnej wyspie. Jest w tym stwierdzeniu wiele prawdy, gdyż Saona oficjalnie ma 300 mieszkańców. Bardzo czekaliśmy na tą wycieczkę i nie zawiedliśmy się. Trzeba tam jechać. Polecam również wykupić sobie fotografa, pamiątka jest warta swojej ceny.

Aventura

dominikana_aventuraJak wcześniej wspomniałem na Dominikanie panuje bieda. Można ją zobaczyć poza hotelowymi kurortami. Ta wycieczka miała pokazać jak żyją mieszkańcy, jak pracują, jak spędzają czas wolny. Już od początku wycieczka wyglądała inaczej. Zamiast klimatyzowanego autokaru jeździliśmy marszrutką, a twarze chłodził powiew wiatru. Pierwszym przystankiem była typowa wioska. Już sama nasza obecność była interesująca dla mieszkańców. Zobaczyliśmy lokalny cmentarz z charakterystycznymi grobami. Nasz wzrok przykuły groby, które były obłożone… glazurą. Jak powiedział przewodnik są to groby najbogatszych rodzin. Obok cmentarza odwiedziliśmy lokalny sklep, za 1 dolara każdy mógł kupić garść cukierków dla dzieci. Nie mamy wątpliwości, że do tego punktu wycieczek dzieci są przyzwyczajone. Doskonale wiedziały, gdzie i kiedy się pojawić, żeby dostać cukierka. Cukierki nie zawsze można było dawać do ręki, czasem jedyną opcją było rzucanie cukierków do biegnących dzieci z samochodu. Dzieci były bardzo zdeterminowane, żeby złapać cukierka. Bardzo dziwnie się czułem tak postępując, bo przecież to nie zwierzęta, ale w zamian było widać radość na twarzach jak złapali cukierka. We wsi również odwiedziliśmy supermarket oraz widzieliśmy sklep mięsny z wystawionym przed nim grillem. Dalej pojechaliśmy malowniczymi górskimi drogami do typowej rodziny. Pan domu, jego żona i niezliczona ilość dzieci (wszak na Dominikanie dzieci to najcenniejszy dar od Boga) prowadzą manufakturę i oprócz oprowadzania po swoim domu wytwarzają typowe lokalne wyroby (kakao, olej kokosowy, kawę, mama juanę, przyprawy) i je sprzedają. Przy okazji wysłuchaliśmy  wykładu o procesie wytwarzania kawy i kakao. W dalszą podróż wyruszyliśmy do Higuey. Po drodze zatrzymaliśmy się w fabryce cygar. Lokalny Juan pokazał nam proces zwijania cygara. Można było (oczywiście za 1$) samemu pod okiem mistrza skręcić cygaro. Ponieważ kręciłem cygaro bez publiczności to za tego 1$ dostałem cygaro w prezencie. W fabryce oczywiście można bylo kupić różne wyroby. Cygara świeże, wieloletnie, luksusowe, na prezenty w cedrowych pudełkach, cygaretki, smakowe, duże, male, w ilościach detalicznych i hurtowych – dla każdego coś się znalazło. W fabryce znajduje się specjalne pomieszczenie zwane klimatyzatornią, w którym leżakują cygara.

Co mi przywiozłeś?

Ja jak zawsze szukam czegoś charakterystycznego co można spożyć lub spalić. Nie inaczej było na Dominikanie. Obowiązkowo do Polski trzeba przywieźć rum Barcelo lub Burgal , Mama Juana, cygaro, olej kokosowy. Dla osób lubiących pamiątki można przywieźć laleczkę bez twarzy. Jeśli nie zdążysz kupić pamiątek w czasie pobytu, zawsze możesz to zrobić na lotnisku w Punta Cana. Znajduje się tam świetnie wyposażony sklep z lokalnymi produktami. Jest drożej, ale nie trzeba się martwić o ciężar bagażu.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *